Rzuciłam aplikację notarialną – wywiad z adw. Agatą Michalewicz

Cześć!

Przychodzę dziś do was z bardzo ciekawą rozmową. Moim gościem jest Agata Michalewicz – adwokat wpisany na listę adwokatów Okręgowej Rady Adwokackiej we Wrocławiu. Mediator. Stypendystka programu LLP Erasmus w Norwegii (na najdalej wysuniętym uniwersytecie na północ na świecie – w Tromso !), pracę magisterską złożyła w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Europejskiego pt.: „The immunity of marine vessels”. Praktyki odbywała również w Stambule, w międzynarodowej kancelarii ADMD Law Office. Autorka przewodnika po Riwierze Tureckiej. Hobby: bieganie, jazda na nartach, pływanie, podróże, moda.

Dzień dobry, Pani Mecenas!

Bardzo się cieszę, że zgodziła się Pani odpowiedzieć na moje pytania. Dziś temat nie byle jaki – aplikacja adwokacka vs aplikacja notarialna. Nie mogę się doczekać, aż moi czytelnicy przeczytają ten wpis, ponieważ czuję, że będzie on bardzo ciekawy. Zacznę od tego, że rzadko się zdarza, aby jakiś aplikant zdecydował się w trakcie odbywania aplikacji notarialnej przejść na aplikację adwokacką, stąd moja duża ciekawość (i myślę, że młodych prawników również). Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie skorzystała z okazji i nie zapytała o sam początek.

PCG: Dlaczego wybrała Pani prawo? Czy prawo był pierwszym kierunkiem, który Pani studiowała? Czy to jedyna opcja, którą Pani rozważała?

AM: Odpowiedzi udzielę, zaczynając od drugiego pytania. Tak, prawo było pierwszym kierunkiem (i jak do tej pory ostatnim), który studiowałam. Pamiętam, że wybierając studia, złożyłam papiery nie tylko na prawo, lecz także na lingwistykę stosowaną, psychologię i anglistykę. Z racji tego, że dostałam się na prawo do kilku miast, a kierunek ten był dla mnie priorytetem, nie zdecydowałam się studiować drugiego kierunku. Prawo wybrałam trochę z rozsądku, a trochę też drogą eliminacji. Rozważałam medycynę, ale o ile biologia szła mi bardzo dobrze, o tyle, aby nauczyć się fizyki, musiałabym poświęcić więcej czasu niż np. na historię lub języki obce, a w konsekwencji uznałam, że skoro nauka danego przedmiotu nie wychodzi mi tak łatwo jak innych, to nie ma sensu się męczyć. Co istotne, planowałam wyjechać po studiach za granicę i uznałam, że ukończenie prawa da mi wiele możliwości znalezienia pracy nie tylko w Polsce, lecz także w UE.

PCG: Czy w trakcie studiów wiedziała Pani, na jaką aplikację pójdzie? Jakie dziedziny prawa Panią interesowały?

AM: Na drugim roku studiów, za sprawą prawa karnego materialnego, które bardzo mi się spodobało, uznałam, że, o ile zostanę w kraju, pójdę na aplikację prokuratorską (wtedy chyba jeszcze obowiązywała aplikacja ogólna). Prawo cywilne uważałam za zdecydowanie mniej ciekawe niż prawo karne. Obok prawa karnego bardzo interesowało mnie prawo międzynarodowe i europejskie. Na czwartym roku, wybierając seminarium magisterskie, byłam prawie pewna, że będę aplikować do struktur unijnych, a nie odbywać aplikację w Polsce. Dodatkowo na trzecim roku studiów odbyłam wymianę LLP Erasmus, a w wakacje na czwartym roku wyjechałam do Stambułu na praktyki w międzynarodowej kancelarii. To właśnie w katedrze prawa międzynarodowego i europejskiego napisałam pracę magisterską w języku angielskim. Wszystko wskazywało na to, że szybko opuszczę Polskę, ale zawsze gdzieś z tyłu głowy miałam też prawo karne. Rozważałam jeszcze aplikację konsularno-dyplomatyczną.

PCG: Zdawała Pani egzamin wstępny na aplikację notarialną. Jak długo przygotowywała się Pani do  egzaminu? Jak go Pani ocenia pod kątem trudności?

AM: Zdawałam egzamin wstępny zarówno na aplikację notarialną, jak i adwokacką (oczywiście w jednym roku na jedną, bo odbywają się w tym samym czasie). Do egzaminu na aplikację notarialną uczyłam się niecały miesiąc. Egzamin na aplikację notarialną dla części osób może być łatwiejszy, ponieważ nie zawiera pytań z prawa karnego. Z drugiej strony jest więcej pytań z bloku cywilnego. Uważam, że pytania z prawa gospodarczego są bardziej skomplikowane na egzaminie wstępnym na aplikację notarialną, trudnością dla niektórych może być zaś wspomniane prawo karne na egzaminie na aplikację adwokacką. Uważam, że egzaminy mają podobny poziom trudności, ponieważ jest to test. Większość pytań jest żywcem wyjęta z ustaw.

PCG: Jak długo była Pani na aplikacji notarialnej?

AM: Rok.

PCG: Co było impulsem do zmiany? Jak przebiegał ten proces? Czy to była sekunda – podjęta decyzja i wykonanie, czy zastanawiała się Pani przez jakiś czas?

AM: Pamiętam, że po pierwszych zajęciach powiedziałam do siebie: „Co ja tutaj robię?!”. Ale zacznę od początku – znalazłam się na aplikacji notarialnej, ponieważ posłuchałam rady bardziej doświadczonej osoby, praktyka, który powiedział mi, że łatwiej będzie mi na notarialnej, że będę zadowolona z zarobków. Pamiętam, że jak poinformowałam znajomych i rodzinę o decyzji, że idę na notarialną, to większość z nich była bardzo zdziwiona (warto zatem porozmawiać z osobami, które nas dobrze znają). Po około trzech miesiącach na aplikacji notarialnej wiedziałam, że to nie to. Nie chciałam jednak przerywać jej tak szybko, ponieważ, po pierwsze – zdobywałam praktykę, po drugie – egzamin wstępny odbywa się tylko raz w roku. Dodatkowo zarobki w kancelarii notarialnej nie były satysfakcjonujące (tutaj ważna uwaga – wiem od znajomych, że można znaleźć pracę, która pozwoli Wam się utrzymać na aplikacji notarialnej – ja nie zmieniałam już kancelarii, ponieważ wiedziałam, że nie będę kontynuować tej aplikacji). Poza tym brakowało mi prawa karnego i dynamiki w pracy. Skoro zdecydowałam się zostać w Polsce, to uznałam, że chcę zajmować się dziedziną prawa, która mnie interesuje.

PCG: Czy z formalnego punktu widzenia trudno było się przenieść między aplikacjami? Długo to trwało? Musiała Pani nadrabiać jakieś zaległości?

AM: Nie ma możliwości przeniesienia się między aplikacją notarialną a adwokacką. Trzeba podejść ponownie do egzaminu wstępnego. Proszę pamiętać, że na egzaminie wstępnym na aplikację notarialną nie ma pytań z prawa karnego, sam materiał mocniej koncentruje się zaś na innych dziedzinach. Dodatkowo program wygląda inaczej. Na aplikacji notarialnej praca w kancelarii koncentruje się na innych rzeczach niż na aplikacji adwokackiej. Dodatkowo program kształcenia wygląda inaczej. Stąd brak możliwości przeniesienia się. Przed egzaminem na aplikację adwokacką  głównie przypomniałam sobie prawo karne, ale uczyłam się zdecydowanie krócej do egzaminu wstępnego niż na aplikację notarialną.

PCG: Jak ocenia Pani tę decyzję z perspektywy czasu? Warto było? A może powinna Pani wcześniej to zrobić?

AM: Na pewno było warto. Przede wszystkim robię to, co lubię. Perspektywa codziennego siedzenia od rana do wieczora w kancelarii notarialnej zupełnie do mnie nie przemawia. Jestem zbyt energiczną osobą. I tutaj mam radę dla przyszłych aplikantów, którzy wahają się przed wyborem aplikacji. Być może zabrzmi to banalnie, wręcz śmiesznie, ale temperament, charakter – te cechy również mają znaczenie. Znam ludzi, którzy nie lubią się spierać, cenią spokojną pracę, nie chcą „latać” od sądu do sądu. Są też znajomi, którzy tak jak ja nie byliby w stanie usiedzieć w jednym miejscu cały tydzień. Czy powinnam wcześniej? Jak wspomniałam, nie miałam możliwości przeniesienia się, więc ten rok chciałam dobrze wykorzystać. Być może bardziej doceniam teraz swój zawód, bo mam porównanie. Ale na pewno nie żałuję, że spróbowałam.

PCG: Czy nie żałuje Pani decyzji o odbyciu aplikacji tak ogólnie? Czy poszłaby Pani jeszcze raz na aplikację?

AM: Nie żałuję, ale nawet teraz miewam dni, że zadaję sobie pytanie, czy było warto. Nie żałuję dlatego, że bez aplikacji nie zdobędzie się „tak szybko” uprawnień zawodowych (oczywiście można dojść do tytułu zawodowego w inny sposób, ale udzielając odpowiedzi, koncentruję się na aplikacji). Są dni, kiedy praca daje mi ogromną satysfakcję i jestem zadowolona z miejsca, w którym się znajduję, ale bywa też, że mam wszystkiego dość. Myślę, że nie tylko ja tak mam. Jeżeli miałabym coś zmienić, to najprawdopodobniej wyjechałabym już na studia za granicę, ponieważ proszę pamiętać, że każdy kraj ma inne prawo. Aby praktykować w danym kraju, musimy zdobyć uprawnienia zawodowe. Obecnie ciągle rozważam LLM, ale to już nie jest takie proste, gdy się prowadzi działalność gospodarczą, z uwagi na brak czasu.

PCG: Co Pani sądzi o rynku prawniczym? Czy młodzi mają szansę się przebić? Czy jest duża konkurencja?

AM: Według mnie rynek nie jest łatwy. Na pewno jest duża liczba prawników, a co za tym idzie, duża konkurencja. Wiele zależy od tego do jakiej kancelarii trafią młodzi adepci prawa. Pamiętam, że mój patron (który był jednocześnie pracodawcą) po miesiącu od rozpoczęcia aplikacji adwokackiej zostawił mnie samą w kancelarii na miesiąc i wyjechał na urlop. Później już było oczywiste, że zostaję sama na trzy, cztery tygodnie. Im szybciej będziecie rzuceni na głęboką wodę, tym lepiej. Dodatkowo na pewno zdobędziecie większe doświadczenie, jeżeli kancelaria zajmuje się różnymi kategoriami spraw – prawo rodzinne, karne, cywilne itd. Oczywiste jest, że nie ma ludzi od wszystkiego i człowiek zaczyna się później specjalizować w danej dziedzinie. I może będę dość kontrowersyjna, ale muszę powiedzieć, że poza wiedzą, która jest kluczowa, trzeba umieć odnaleźć się na rynku. 

PCG: Czy chciałaby Pani coś przekazać młodym prawnikom? Rady, wnioski z popełnionych błędów?

AM: Tak – nie słuchajcie rad osób trzecich, tylko róbcie to, co podpowiada Wam intuicja. Życie jest za krótkie, żeby się męczyć. Poza tym lepiej spróbować, przekonać się, że dana aplikacja czy też praca nie jest dla Was – łatwo można to zmienić. Trzeba tylko chcieć. Z perspektywy czasu powiem: czymże jest rok czy nawet dwa, trzy lata w perspektywie całego życia? Pamiętajcie też, że świat nie kończy się na prawie. Znam osoby, które całkowicie się przebranżowiły. To pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany. W kwestii praktyki – wykorzystajcie dobrze czas aplikacji, bo to później procentuje.

Dziękuję bardzo Pani Mecenas za rozmowę. Podpisuję się pod Pani słowami. Cieszę się, że młodzi prawnicy chcą szukać swojej drogi, interesują się różnymi drogami również nieszablonowymi. Od siebie tylko dodam, że bardzo często bagatelizujemy swoją osobowość i swoje cechy charakteru. Nie zajmujemy się sobą bo jesteśmy skupieni na czymś inym (sama tak robiłam) a czasem warto usiąść z kartką i długopisem i poznać siebie. Wypisać swoje cechy – mocne i słabe strony. Wypisać to czego chcemy – czego nie, co lubimy – czego nie. Wówczas będzie nam łatwiej wybrać swoją drogę życiową. Chcę Wam w tym pomóc zatem w wakacje rusza seria I LOV LAW i prawnicze umiejętności miękkie. Stay tuned!